lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

Płk Witold Nehring (1943-2012)

Spośród rówieśniczych bohaterów mojej książki I wszystko w sny odchodzi – pierwszy po jej wydaniu odszedł nasz dobry kolega Witek Nehring, tuż po północy Nowego Roku 2012 przestało bić Jego serce. Przypomnę Go jako chłopca i zamieszczę słowa o Nim wypowiedziane podczas Mszy św. pogrzebowej w dniu 5 stycznia 2012 w kościele parafii wojskowej pw. św. Rafała Kalinowskiego w Warszawie-Rembertowie.

Ita Turowicz
 
Płk Witold Nehring (1943-2012)
Strona1
 
Świętej pamięci Witold Nehring próbował układać swój obraz z różnych elementów życia – był człowiekiem, mężem, ojcem, dziadkiem  i żołnierzem.

Jako człowiek – przeszedł przez życie ze wszystkimi swoimi wadami, ale również z całym zapasem zalet – zdecydowany, pełen zrozumienia dla innych ludzi i chętny do pomocy, mądry i zdolny – zawsze swoim córkom, a potem  wnukom opowiadał, że trylogię Sienkiewicza  przeczytał już w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Małżeństwo, kolejny element obrazu – tu sobie Witek ułatwił, bo na żonę wybrał kobietę ciepłą, tolerancyjną i kochającą, która zawsze czekała na niego z ciepłym obiadem albo kolacją, a całe swoje życie podporządkowała cygańskiej drodze żołnierza zawodowego. Przeżyli razem prawie 45 lat. Było jak to w życiu – trochę słońca, trochę deszczu, były dni gorące i chłodne. Ale zawsze razem, razem podróżowali, chorowali, chodzili do kina i na zakupy, razem przeżywali radości i smutki, sukcesy i porażki. Przez te lata wspólnej drogi nauczyli się wzajemnego zrozumienia, wybaczania  i miłości bez stawiania wymagań. Witek mówił: „Moja Gizelka jest zawsze przy mnie”. I była… do samego końca.

Jako Ojciec – zawsze przychodził córkom z pomocą, uczył pewności siebie, stanowczości i poczucia własnej wartości, wspierał w trudnych życiowych sytuacjach i powtarzał, że kocha. Troskliwy i kochający, jednak czasami również bardzo surowy, ale dzięki tym wymaganiom córkom łatwiej przychodzi odnaleźć się w trudach codziennego życia.

I ostatni ważny element życia Witolda – to służba Polsce. Jako zawodowy żołnierz rozpoczął swą drogę w Oficerskiej Szkole Wojsk Pancernych w Poznaniu, potem służył w pułku czołgów w Słubicach i Gubinie, a następnie był dowódcą Ósmego Drezdeńskiego Pułku Czołgów Średnich w Żaganiu. Swą drogę zawodową zakończył w randze pułkownika w Głównym Zarządzie Szkolenia Bojowego w Warszawie.

Zaduma
Życie i śmierć, zawsze razem,
tak blisko jak dzień i noc,
Lecz nie wiesz, kiedy ta druga,
pokaże ci swoją moc.
Dlatego żyj jak najpiękniej,
by w chwili, gdy pęknie nić,
pozostać ciepłym wspomnieniem
dla tych, co mogą wciąż żyć…. 

=================
 
Kochana Gizelo i Drogie Dziewczyny, Madziu i Aniu!
Nie mogąc dziś przybyć i być z Wami –  chcę powiedzieć do Was parę słów. O Waszym Mężu i Tacie. Te słowa są słowami nie tylko moimi, ale naszego sieradzkiego grona uczniów, najpierw z podstawówki, potem z gimnazjum, naszego rocznika pokoleniowego, którego Witek był nieodłączną częścią.

Pamiętamy Go i zawsze będziemy pamiętać od najdawniejszych czasów, jako uśmiechniętego jasnowłosego chłopaczka, którego mama Nehringowa odprowadzała do szkoły, czasem dźwigając za nim jego ciężki tornister. W czwartej i piątej klasie Witek nosił, jak wtedy wszyscy chłopcy zapatrzeni w kolarzy z Wyścigu Pokoju, białą czapeczkę z z czerwono-granatową obwódką i piorunochronikiem. Także ten ciężki wojskowy tornister z klapą z końskiej sierści. Ponieważ ja spotykałam się z Witkiem nie tylko w szkole, ale i mniej formalnie w domu lub ogrodzie babci Lipińskiej na Kościuszki, łączyła nas szczególna nić porozumienia. I oto kiedyś niechcący wylałam atrament z kałamarza tkwiącego w szkolnej ławce na tę ulubioną – jak druga skóra – białą czapeczkę. Ja struchlałam, a Witek zaniemówił. Zacisnął pięści, oczy zwęziły mu się w dwie szparki. W końcu wykrztusił, dławiąc się wściekłością: „Żebyś to nie była ty, to tak bym sprał, tak sprał!”. Nie zapomnę tego nigdy. Co to bowiem znaczyło? Że taki chłopaczyna (jedenaście-dwanaście lat, bo to była piąta klasa) potrafił zapanować nad gniewem i potężną (do tego słuszną) chęcią odwetu. Powściągnąć je mimo ich siły tajfunu.

Potem chłopaczek stał się, jak i my wszyscy, młodzieżą.
Poszliśmy do gimnazjum. Uczyli nas ci sami profesorowie. Baliśmy się tych samych klasówek, wymyślaliśmy te same figle. Bawiliśmy się na tych samych zabawach, w szkole i na przystani nad rzeką. Wreszcie na studniówce.
A potem nasze drogi się rozeszły.
Towarzyszyliśmy Witkowi z daleka, gdy dosięgnął go dramat niepojętej śmierci Roberta. Czuliśmy razem z nim. Był przecież jednym z nas.
I tak to dzisiaj czujemy, gdy odszedł.

Różnie nas drogi życia prowadzą, czasem się poplączą, czasem my się pogubimy. Ale nigdy nie przestaje być prawdą doświadczenie pokoleniowe. I ta pierwsza, prawie święta przynależność. Witek to nasz chłopak.
Kiedyś, gdy spotkamy się już wszyscy po drugiej stronie tęczy, będziemy sobie przypominać tymi odwiecznymi słowami starych kompanów: „A pamiętasz?”.

Przyjmijcie więc, Kochana Gizelo, Madziu i Aniu, nasze zapewnienie o pamięci, ciepłej i trwałej, w której Witek przebywa żywy, na zawsze młody i pogodny. I żadna siła już tego nie zmieni.
Mówimy zatem wraz z Wami, Dziewczynami Najbliższymi Jego sercu: „Do zobaczenia, Witku!”

Ita Turowicz
 
Strona2

Witek z bratem Robertem, 1947
 
Strona3
 
Strona4
Witek z bratem Robertem i Michałem Wojnarowskim, 1953
 
Strona5

Robert, Witek, mama Jadwiga Nehringowa, Jerzyk Smus, 1954
 
=================

WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ MU DAĆ, PANIE, A ŚWIATŁOŚĆ WIEKUISTA NIECHAJ MU ŚWIECI,
NIECH ODPOCZYWA W POKOJU WIECZNYM. AMEN.